sobota, 21 maja 2016

XXVIII

Gdy spoglądałam na kurzące się lalki, leżące na adapterze przy płycie Sex Pistols, byłam pewna, że to już nie jest to. Nie zaglądałam na bloga już chyba z rok! Chciałam nawet sprzedać Atirę (z Victorią nie rozstanę się n i g d y ), ale coś mnie znów popchnęło do lalek. Może moja partnerka, pytająca za każdym razem "a szyjesz coś?". Więc zaczęłam coś szyć. Po tej długiej przerwie wracam skromnie i cichutko, skradając się na palcach do swojego kąta.
W ogóle, słuchajcie.
Miałam niedawno osiemnastkę (tututututu) i dostałam lustrzankę (aaa!), więc Jimmy odchodzi w zapomnienie i proszę, może i ubranie nie jest spektakularne, ale nie razi po oczach jakością! Pewnie i tak będę wracała czasem do Jimmy'iego, bo łączy nas jakaś specyficzna więź, ale teraz na pierwszym miejscu stoi Aleksander. (To imię nie jest przemyślane, wymyśliłam je pięć sekund temu, żeby lustrzance nie było przykro, że Jimmy ma imię, a ona nie).
I
muszę Was ostrzec.
Zgubiłam rękę Victorii. Jedy, jedy, nie mam pojęcia gdzie się podziewa. Szukałam już za gramofonem i między winylami, co poskutkowało tylko rozgardiaszem.























środa, 24 czerwca 2015

XXVI

Totalnie dawno mnie tu nie było! Ostatnio nie miałam głowy do robienia zdjęć i szycia, ale dziś zdmuchuję kurz z mojego bloga (pfff, pff). Mam teraz pełno wolnego czasu, więc pomiędzy malowaniem i oglądaniem głupot, znalazłam czas dla Victorii. Jeśli chodzi o Atirę, już od dłuższego czasu zastanawiam się nad wigiem dla niej - nawet już znalazłam to, o czym obie marzyłyśmy, ale musiałabym włożyć w niego trochę więcej pieniędzy, niż przypuszczałam.
Jeśli chodzi o fryzury, Victoria również potrzebowałaby czegoś nowego, jednak kocham ją w tych ciemnych, krótkich włoskach i trudno jest mi z nich rezygnować, a podobnego wiga nigdzie nie  mogę znaleźć (więc jakbyście wiedziały gdzie takiego szukać, możecie mnie poprowadzić).

(Piosenka jest naprawdę superowa!)
















 Widzicie tu brokat?





poniedziałek, 6 kwietnia 2015

XXV

Święta to dla mnie najbardziej męczący czas. Nie wiem, których bardziej nienawidzę: Gwiazdki czy Wielkanocy. Siedzenie przy stole z ciotkami, które, mimo iż widuję je raz na rok, wiedzą więcej o moim życiu i potrzebach niż ja sama, a przestrzeń między nami dzielą talerze z dziesięcioma rodzajami zwierzęcych ciał. Duszę się tą atmosferą.

Gdy patrzę na Atirę, totalnie się rozpływam. Jej mordka jest najsłodszą, jaką widziałam (jest nawet słodsza od Victorii). W ogrodniczkowej sukience kojarzy mi się z małym, podwórkowym łobuzem. Myślę nad zmianą jej fryzury - zastanawiam się nad krótkimi, ciemnymi włosami, albo nad rudymi lokami.












.

wtorek, 31 marca 2015

XXIV

O rety, jak dawno mnie tu nie było! Moją nieobecność usprawiedliwiam pobytem w szpitalu.
Totalnie zatęskniłam za moim blogiem i lalkami. Jak za dziećmi, bo w sumie - są moimi dziećmi, w których ulepiłam charakter. Dziś poświęciłam czas Victorii, bo znalazłam ją nagą w kartonie i zrobiło mi się przykro.
Lubię Victorię w bieli i łańcuszkach. To jest właśnie "to", co ją definiuje. Nie potrafię jej opisać krótko i treściwie, bo Victoria nie jest taka ani taka. Nie ma stanowczo postawionych cech, przy każdej jest jakieś "ale".